Aż po (inwestycyjny) horyzont

Tak już mam, że żeby utrzymać wydajność w codziennej pracy, muszę od czasu do czasu wybrać się nad morze. Szczerze, nie wiem czym to jest spowodowane. Być może wiąże się to z potrzebą uzupełnienia niedoborów jodu w organizmie, albo też zwyczajnie odzywa się we mnie moje poprzednie pirackie wcielenie. Bo w poprzednim wcieleniu byłem piratem, to fakt.

Po kilku godzinach wpatrywania się w statki wchodzące do trójmiejskich portów, podwójnej porcji zupy rybnej i kawie wypitej z tekturowego kubka na gdyńskiej plaży miejskiej, mogę wracać do: FIZ-ów, FIO, SFIO i swojej pozostałej prawniczej działalności.

Będąc ostatnim razem w Sopocie, wpatrując się w miejsce w którym niebo styka się z taflą wody, zdałem sobie sprawę, że jeszcze ani jednego artykułu nie poświęciłem horyzontowi inwestycyjnemu. Dziś więc o nim.

Z horyzontem inwestycyjnym sprawa jest prosta. Dlaczego prosta? Ano dlatego, że to nic innego, jak zakładany czas trwania inwestycji, czyli inaczej mówiąc okres, na który chcemy nabyć dane aktywo, np. jednostki uczestnictwa.

Ze względu na czas trwania, wyróżnić można horyzont krótkoterminowy (zwany również krótkookresowym), którego długość nie powinna przekraczać sześciu miesięcy, horyzont średnioterminowy (średniookresowy) (tutaj przyjmuje się najczęściej jego górną granicę na poziomie trzech lat) oraz horyzont długoterminowy (długookresowy), którego czas trwania przekracza trzy lata. Powyższe przedziały mają charakter umowny i w różnych opracowaniach dotyczących teorii inwestowania mogą zawierać w sobie inne przedziały czasowe. Podział przedstawiony przeze mnie ma charakter dominujący.

Horyzont inwestycyjny często jest również przedmiotem rekomendacji. W takich sytuacjach najczęściej mówi się o “zalecanym” lub „rekomendowanym horyzoncie inwestycyjnym”, czyli zalecanym czasie trwania danej inwestycji.   

Gdzie można znaleźć informacje o rekomendowanym horyzoncie inwestycyjnym?

Na przykład w prospekcie informacyjnym każdego funduszu inwestycyjnego otwartego lub specjalistycznego funduszu inwestycyjnego otwartego.

Informacja o rekomendowanym horyzoncie inwestycyjnym znajduje się w rozdziale dotyczącym profilu inwestora. Tam najczęściej pada sformułowanie:

Rekomendowany horyzont inwestycyjny wynosi … i tu pojawia się określona wartość liczbowa wyrażona co do zasady w latach.

Czy należy kurczowo trzymać się zakładanego horyzontu inwestycyjnego?

To zależy od przyjętej strategii. Czasami jest tak, że potrzebując pieniędzy, siłą rzeczy nie będziemy w stanie utrzymać wcześniej poczynionych założeń.

W mojej ocenie, choć wiele osób pewnie się ze mną nie zgodzi, nie warto trzymać się kurczowo przyjętego  horyzontu inwestycyjnego, na przykład w sytuacji, gdy na rynku wystąpią zdarzenia, których pierwotnie nie przewidzieliśmy.

No dobra, skoro w prospekcie informacyjnym zawarte jest sformułowanie o rekomendowanym horyzoncie inwestycyjnym, to czy w sytuacji, gdy moja inwestycja będzie trwała odpowiednio długo, a mimo to poniosę stratę, to ktoś mi ją pokryje?

Co do zasady nie. Celem rekomendowanego horyzontu inwestycyjnego jest określenie przedziału czasu najbardziej optymalnego dla inwestycji w dane aktywo. Taki horyzont oparty jest na wieloczynnikowej analizie, nie jest to jednak gwarancja osiągnięcia dodatniej stopy zwrotu. Wszak:

inwestycja w jednostki uczestnictwa wiąże się z ryzykiem utraty co najmniej części wpłaconego kapitału.

I o ile informacja o zalecanym horyzoncie inwestycyjnym może stanowić cenną wskazówkę, czy dana oferta jest dla nas odpowiednia, czy też odpowiednia nie jest (no bo na przykład chcę zainwestować na pół roku, a w prospekcie napisali, że zalecany czas trwania inwestycji to minimum trzy lata), to nie jest ona nas w stanie uchronić nas przed potencjalną stratą.

Żeby jednak nie kończyć tak pesymistycznym akcentem, dodam tylko, że na jednostkach uczestnictwa można nie tylko stracić, ale również zarobić i to całkiem sporo. O wysokich stopach zwrotu pisał będę w następnym artykule.

Share Button

Comments

comments