ESTOŃSKA ZUPA Z ŁOSIA

Estonię odwiedziłem pod koniec ubiegłego roku. Był to jeden z przystanków na trasie mojej podróży po Skandynawii. Kilka chwil spędzonych w tej najdalej wysuniętej na Północ republice nadbałtyckiej sprawiło, że gdy tylko będę miał ku temu okazję, na pewno tam wrócę. Dziś postanowiłem sprawdzić, jak wygląda estoński rynek funduszy inwestycyjnych.

Zanim jednak przejdę do szczegółów, kilka ciekawostek. Czy wiesz, że na 98 procentach powierzchni Estonii dostępny jest bezprzewodowy internet? Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że 53 procent terytorium tego niewielkiego państwa pokrywają lasy. Oznacza to, że nawet jeśli znajdziesz się w sercu iglastego boru, będziesz mógł porozmawiać przez Skype’a, który powstał właśnie tu- w Estonii. A jeśli posiadał będziesz dodatkowo prawa wyborcze, nic nie stanie Ci na przeszkodzie przed udziałem w głosowaniu online. Estonia jest bowiem  pierwszym krajem na świecie, w którym obywatelom umożliwiono udział w wyborach przez internet. Było to w 2007 roku.

A gdy po całym dniu będziesz chciał coś zjeść, dostaniesz tytułową zupę z łosia. Gastronomię odłóżmy jednak na bok, bo, po pierwsze, łosie najlepiej oglądać na wolności, a po drugie portfelefunduszy nie są przecież blogiem kulinarnym.

Estonię zamieszkuje trochę ponad 1,3 mln ludności. Rynek tutejszych funduszy wyceniany jest na niecałe 4 miliardy euro. W tym miejscu muszę poczynić jednak pewne zastrzeżenie. W Estonii pod pojęciem funduszy inwestycyjnych rozumie się zarówno dobrowolne formy zbiorowego inwestowania, jak i obowiązkowe fundusze emerytalne, będące odpowiednikiem naszych OFE przed ich reformą.

Do funduszy emerytalnych w połowie zeszłego roku należało 720 637 osób (obligatoryjnie wszyscy urodzeni po 1983 r.). Wartość obowiązkowych funduszy, według ostatnich dostępnych danych, wynosi 3,1 miliarda euro. Aktywa pozostałych zbiorowych form inwestowania warte są około 900 mln euro. Uczestnikami funduszy innych, niż obowiązkowe jest około 56 tysięcy osób.

W Estonii działa 15 towarzystw funduszy inwestycyjnych, a kapitał większości z nich ma skandynawskie pochodzenie. 

I to byłoby na tyle. Nieduży rynek, to i wpis niedługi. Czy estońskie fundusze inwestycyjne mają przed sobą perspektywę rozwoju? Trudno powiedzieć, z jednej strony, mała liczba ludności sprawia, że stosunkowo trudno jest pozyskać nowych uczestników. Z drugiej strony, w Estonii nie brakuje następców Skype’a, dlatego być może szansą na rozwój rynku będą fundusze stosujące politykę typu venture capital?

Share Button

Comments

comments