O TYM, ILE WULGARNYCH SŁÓW NALEŻY WYPOWIEDZIEĆ ŻEBY ZACZĄĆ MĄDRZE OSZCZĘDZAĆ

Będąc kilka tygodni temu u swoich znajomych, w czasie rytuału #piciarozpuszczalnejkawyzkubka, zauważyłem stojący na kuchennym blacie słoik. I nie byłoby w tym nic dziwnego- w końcu słoiki są po to, żeby trzymać je w kuchni- gdyby nie fakt, że obiekt moich obserwacji wypełniony był dwuzłotowymi monetami.

Zacznijmy jednak od początku.

Cała historia zaczęła się parę miesięcy wcześniej, podczas planowania wakacyjnych podróży. Wiadomo, że poza obraniem celu, w takich chwilach pierwszorzędne znaczenie odgrywają fundusze. A, że moim znajomym brakowało trochę grosza do wymarzonego urlopu, wpadli na zaskakujący pomysł by brakującą kwotę zaoszczędzić. Niewiele myśląc, wyciągnęli z szafki pierwszy lepszy słoik (to znaczy słoik nie był pierwszy lepszy, gdyż był to wek, o czym jeszcze za chwilę), i przeznaczyli go na skarbonkę. Pomysł stary, jak świat, zna go każdy.

A propos weka… Młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć, czym on jest, dlatego tłumaczę. Wek to nic innego, jak rodzaj szklanego słoja używany dawniej do przechowywania przetworów.  Do jego cech charakterystycznych należy szklana pokrywa, spinka, i uszczelka, najczęściej występująca w kolorze pomarańczowym. Dziś weki odnajdywane są w najbardziej niedostępnych częściach starych piwnic  i spiżarni.

Skoro element edukacyjny mamy już za sobą, powróćmy do tematu dzisiejszego artykułu, a są nim brzydkie słowa. To one właśnie stały się przyczynkiem do zapełniania słoja moich znajomych. Jak to działa? Wystarczy wypowiedzieć słowo na k… lub ch… i dwa złote wędrują do słoika. Proste, prawda?

A teraz o tym, co wspólnego mają słoiki z oszczędzaniem poprzez inwestowanie w jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych.

Wielokrotnie słyszę od osób, z którymi rozmawiam, że nie oszczędzają, bo zwyczajnie nie mają na to kasy. Jeśli znamy się dość dobrze, w tego typu wypowiedziach często wplecione są ozdobniki, które na wizji brzmiałyby, jak alfabet Morse’a. A przecież, żeby zacząć inwestować w jednostki często wystarczy tylko stówa, czyli po przeliczeniu jakieś pięćdziesiąt brzydkich słów, zakładając, że każde z nich warte jest dwa zyle.

Propozycja jest następująca. Jeśli chciałbyś zacząć inwestować w jednostki, znajdź największy słoik w domu. Tylko nie wyrzucaj proszę jego zawartości. Jeśli znajdują się w nim ogórki, pół biedy, możesz ugotować z nich zupę. Konserwowa papryka? Świetnie, przyda się do kanapek. Nutella? Tutaj żadna porada nie jest potrzebna. Słoik i tak pewnie jest już pusty.

No dobra, skoro masz już słoik, czas przejść do etapu drugiego. Uprzedzam, że będzie trochę trudniej. Teraz przystąpimy do wycinania otworu w wieczku. Wiem, brzmi poważnie. Uważaj tylko, żeby się nie pokaleczyć. Aha, zapomniałbym, słoik należy wcześniej umyć.

Jeśli jesteś perfekcjonistą, przygotowałem rysunek techniczny, który pomoże Ci wykonać to zadanie w sposób najbardziej precyzyjny z możliwych. Efekt końcowy powinien wyglądać dokładnie tak:

 

Czas przejść do etapu trzeciego, czyli fazy testów. Gotowy? Wypowiedz brzydkie słowo. Już? No to wyskakuj z kasy i wrzucaj monetę do słoika. Jeśli masz więcej drobnych, możesz powtórzyć próbę. Tylko bez oszukiwania. Tym sposobem rozpocząłeś akcję zbierania na pierwszą inwestycję w jednostki. Cel to minimum 100 złotych. To od Ciebie zależy jak szybko zapełnisz słoik. Tu mała podpowiedź, jeśli nie chcesz czekać, zaproś znajomych, postaw przed nimi zrobioną przez siebie „skarbonkę”, wyjaśnij zasady i rzuć jakiś kontrowersyjny temat. Świetnie nadaje się do tego polityka. Tym sposobem, nim się spostrzeżesz, słoik wypełniony będzie dwuzłotowymi monetami po brzegi.

Daj znać, jak już będziesz miał odpowiednią kwotę, powiem Ci co dalej.

A jeśli nie interesuje Cię nabywanie jednostek uczestnictwa, przekaż proszę zawartość słoika na cele dobroczynne. Możesz też dorzucić coś od siebie. Chcesz rekomendacji? Bardzo proszę. Michałek potrzebuje kosztownego leczenia i rehabilitacji:

http://www.bratoterapia.pl/jak-mozesz-pomoc/

 

Share Button

Comments

comments